Tag: Marlon James

Brud i zbrodnie Jamajki

Diabeł Urubu miał wyboistą drogę na księgarskie półki. Zanim książka się ukazała, odrzuciło ją 78 wydawców. Właściwie trudno im się dziwić. Pełna brutalnych scen przemocy i obyczajowych drastyczności powieść, jest lekturą dręczącą. Ale zarazem trudno ją odłożyć na półkę. Silniejsza jest potrzeba, by dotrwać do końca i poznać historię, która zdarzyła się w Gibbeah.

Brud i zbrodnie Jamajki

Diabeł Urubu to debiutancka powieść jamajskiego pisarza Marlona Jamesa, skądinąd dobrze już u nas znanego. Wcześniej dostaliśmy tłumaczenia jego dwóch późniejszych książek, głośniejszych i ważniejszych – „Księgi nocnych kobiet” i znakomitej „Krótkiej historii siedmiu zabójstw”, uhonorowanej Nagrodą Bookera. Inspiracją dla obu były prawdziwe wydarzenia. Tłem pierwszej był bunt niewolników na jamajskiej plantacji trzciny cukrowej, z kolei drugą zainspirował tajemniczy, na szczęście nieudany, zamach na życie Boba Marleya, który zdarzył się w 1978 roku.

Marlon James żyje i pracuje w USA, ale akcja wszystkich jego powieści toczy się na rodzinnej Jamajce. W książkach Jamesa wyspa ta jednak nie ma nic wspólnego ze stereotypowym słonecznym obrazkiem, jaki mamy na temat Jamajki. Zamiast wakacyjnego raju, rozkołysanego dźwiękami reggae, dostajemy drastyczny opis miejsc, do których turyści nie zaglądają. Prawdziwe jamajskie piekło, pełne korupcji, biedy i zbrodni, o którym James opowiada brutalnie szczerze, w drastycznie odmalowanych scenach. Tak jest i w Diabeł Urubu jego najwcześniejszej powieści.

Czarne sępy nad wioską

Akcja przenosi nas do lat 50., do zabitej dechami i pogrążonej w biedzie jamajskiej wioski Gibbeah. Symbolem postępującego rozpadu wiejskiej społeczności jest kompletna degrengolada jej lidera i duchowego przywódcy. Pastor Hector Blight to zdegenerowany alkoholik, którego mieszkańcy częściej niż w świątyni widują szczającego po ulicach i śpiącego w rowach. Czy to nie powód do bożego gniewu? Wygląda na to, że tak, bo pewnego dnia nad wioską zaczynają krążyć czarne sępy, złowieszcze ptaki urubu. Wpadają do kościoła, rozbijają okna, drapią wiernych do krwi. A w ślad za nimi pojawia się nowy pastor – człowiek o cechach charyzmatycznego, lecz bezwzględnego przywódcy. Nazywa siebie Apostołem, przejmuje kościół, zapowiadając nowy początek i „ducha odnowy”. Zapijaczony pastor Blight próbuje się podnieść i stanąć z nim do walki. Nie zgadza się, aby obcy oddzielał cnotliwych od grzeszników, stawiając w poprzek wioski płoty z drutu kolczastego.

Jak to się skończy? Który z nich zwycięży? Kto wygra batalię o rząd dusz mieszkańców Gibbeah? Nikt tu nie ma absolutnej racji, światy nie są czarno-białe, dobro i zło nieustannie się przenikają, a racje moralne plączą. Ale właśnie dlatego powieść Jamesa niesie tyle prawdy – bardzo uniwersalnej i tylko dla niepoznaki przysłoniętej egzotyczną scenografią jamajskiej wioski na końcu świata.